Moi kochani czytelnicy (jeśli w ogóle ktoś to czyta) na początku chciałabym was przeprosić. Bardzo dawno nie dodawałam nowych rozdziałów. Mam nadzieję, że mi wybaczycie. Nie pojawiły się nowe wpisy ponieważ przygotowuję się do sprawdzianu szóstej klasy. Nie mam teraz zbytnio czasu aby coś dla was napisać. Bardzo jesteście źli? Test mam we wtorek, więc w przyszłym tygodniu pojawi się nowy rozdział. Obiecuję wam to. Potem postaram się częściej coś dodawać.
Mam do was również ogromną prośbę. Nie żebym od was tego wymuszała czy coś w tym stylu, ale bardzo was proszę:
Jeśli przeczytaliście rozdział to napiszcie w komentarzu co o nim myślicie. To dla mnie bardzo ważne. Wiem, że pewnie wam się nie będzie chciało, ale to bardzo pomaga w dalszym pisaniu.
Jeśli przeczytaliście, a nie chce wam się wyrażać opinii, to napiszcie w komentarzu przynajmniej kropkę, jakąś buźkę, pojedynczy wyraz. Bardzo, ale to bardzo dla mnie ważne. Chcę po prostu wiedzieć ile osób czyta tego bloga i czy wam się podoba.
Sama już nie wiem czy jest sens dalszego dodawania rozdziałów i dalsze prowadzenie tego opowiadania. :( Mam mnóstwo pomysłów na nowe wpisy i na nowe historyjki też. Ale po co je tworzyć jeśli nie zna się o nich opinii? Tak właściwie to po nic.
Bardzo się cieszę, że chociaż te kilka osób czyta i komentuje, ale bardzo bym chciała, aby pod rozdziałami znajdowało się więcej komentarzy niż 4. Nawet nie wiecie jak przykro się robi, jeśli człowiek strasznie się stara, aby napisać coś nowego, aby was zadowolić, a potem nie zna waszej opinii. Jeśli chcielibyście coś zmienić w tym blogu to napiszcie. Postaram się zastosować do waszych próśb.
Jeśli to przeczytaliście, to mam nadzieję, że moje słowa i starania nie poszły na marne i pod rozdziałami znajdą się opinie reszty czytelników.
Najczęściej pod wpisami znajdują się komentarze z zaproszeniami na kolejne rozdziały waszych blogów. Nie przeszkadzają mi one, ale jeśli macie czas dodać taki komentarz, to może i znajdziecie czas aby przeczytać rozdział i go ocenić? Nie stwierdzam teraz, że nie możecie zapraszać mnie na wasze blogi. Zawsze z chęcią na nie zaglądam, ale... No właśnie, zawsze jest jakieś ale...
Wasze opinie nie muszą być długie. Wystarczy jedno słowo: fajnie, beznadziejnie itp. Dla was dodanie komentarza to kilka minut, a dla mnie to świetna sprawa. Ogromny uśmiech na mej twarzy.
Pozdrawiam moje czytelniczki, które zostawiły po sobie ślad:
Młoda,
Truskawka,
toksycznemysli,
OwocowaLandryna,
Katarzyna Kowalska ( jeden kom)
Kamila Olszewska ( jeden kom)
Lili (jeden kom)
Agg eM (jeden kom)
No i również dziękuję Anonimowym osobą :)
Następny rozdział w przyszłym tygodniu. Pozdrawiam :* :* :* :*
środa, 26 marca 2014
poniedziałek, 10 marca 2014
ROZDZIAŁ 17
-Chłopaki chodźcie tu na chwilę! Muszę wam coś powiedzieć!- zaczął mówić prezes.
Myślałam, że za chwilę albo zemdleje, albo spale się ze wstydu. Każda z osób zgromadzonych na hali tempo wlepiała we mnie wzrok. No oczywiście Bartek to odmieniec i patrzył na mnie ze strachem w oczach. Hah. Pewnie myślał, że prezes wspomni teraz o ich alkoholowych wybrykach. Pewna jestem jednego. Jak sie dowie prawdy to zapewne udusi mnie z zimną krwią. Zaczynam się bać...
-Czego ty się tak Kurek boisz?- rzekł lekko poddenerwowany Piechocki.
-Co, ja? Ja nie...wydaje ci się.- Bartek jeszcze bardziej się przestraszył i zaczął się jąkać. Jak zaraz nie obgryźnie sobie paznokci to będzie cud!
-Dobra! Przejdę do sedna. Przed wami stoi nasza nowa fizjoterapełtka- Agata Kurek. Od dzisiaj będzie przychodzić na każdy wasz trening i po nim was masować. Zadowoleni?
-Że co?!-wydarł się Bartek, a inni spojrzeli na niego jak na debila. Z resztą on jest debilem.
-A co ci w tym przepraszam nie pasuje?- zapytałam z kpiną.
Eh. Mogłam tego nie mówić. Teraz to on normalnie jak burak wyglądał ze złości. O nie! Biegnie w moją stronę! Muszę wiać gdzie pieprz rośnie! A tak właściwie to gdzie rośnie pieprz? Mniejsza z tym! Zaczęłam uciekać no ba jakie miałam inne wyjście?
-Braciszku ty mój kochany! Przestań mnie gonić dobrze?- krzyczałam i uciekałam dalej.
-Ani mi się śni! Musisz dostać za to kłamstwo!
No cóż. Dogonił mnie i zaczął łaskotać. Mówiłam już kiedyś, że tego nie na widzę? Nie? To mówię teraz.
-Przestań, przestań, przestań!- moje okrzyki nic nie dały. Przez około 10 minut się na mnie znęcał, a inni patrzyli na nas jak na psychicznie chorych.
Wreście się na de mną zlitował. Ale nie miałam spokoju na długo. Po chwili podbiegła do mnie zgraja siatkarzy i zrobiła zbiorowego misia. Zaczęło mi już brakować powietrza. Czy oni muszą mieć tyle siły? Najwidoczniej tak.
-Kunfa! Zostawcie mnie wszyscy i jazda do treningu! Macie Resovie pogrążyć! Bo jak nie to będzie foch na caałe życie!- podziałało. Migiem ruszyli na boisko. Grali nawet dobrze, ale coś mi tu nie pasowało... Podeszłam do trenera.
-Nie chcę się wtrącać, ale jak tak będziemy grać to Recovia na pewno wygra.- zaczęłam niepewnie.
-Masz jakieś pomysły?
-Nie chcę żebyś pomyślał że się popisuję czy coś. - jakby ktoś nie wiedział to jestem z Falascą na ty.
-Nie no mów. - uśmiechnął się promiennie.
- Więc tak... Asseco zna naszą technikę, bo zawsze jest taka sama. Chłopaki zawsze walą mocno i po prostej. Czasami nie na tym to polega. Według mnie powinni robić zmyłki i uderzać z zaskoczenia, aby Resovii się ciężej grało. Muszą popracować nad zagrywką, Jak drużyna przeciwna stoi daleko od siatki to zagrać lekko, a jak blisko siatki to mocno. Takie jest moje zdanie. Zrobisz jak chcesz. - powiedziałam i już chciałam iść usiąść na krzesełku, ale mi nie pozwolił.
-Poczekaj.-powiedział i zawołał chłopaków.- powiedz im to co powiedziałaś mi.
-No ale to były tylko moje małe uwagi...- speszyłam się, a rumieńce wkradły mi się na policzki.
-Słuszna uwaga.- dodał trener.
Westchnęłam głośno i powiedziałam chłopakom wszystko co powiedziałam Falasce.
-Jak jesteś taka mądra to sama tak sobie graj!- krzyknął Muzaj. Czy on przez to chce mnie wyzwać na siatkarską wojnę? Wydaje mi się, że tak.
-Pewny jesteś?-zapytałam kpiąco, a on pokiwał głową.
-Ok. Jak chcesz. Trenerze czy mogłabym z nimi zagrać i zaprezentować o co mi chodziło?
-A jak zrobią ci krzywdę?-zaśmiał się.
-Prędzej ja im- puściłam mu oczko i poszłam do szatni aby się przebrać. Gdy wróciłam składy były już podzielone. Okazało się, że jestem z Conte, Uriarte, Włodarczykiem, Nowakowskim, Winiarem i Wronką. Mi tam skład pasuję. W przeciwnej był Bartek, Maciek, Kłos, Pliński, Zatorski, Wlazły i Antiga. Chyba nie będzie tak źle... Poszłam na zagrywkę i...
*************************
Teraz możecie mnie porządnie opieprzyć. Ten rozdział jest beznadziejny i musicie mi to przyznać. Pisałam go na szybko, bo już dawno nic nie dodawałam. W dodatku jest strasznie krótki. Mam nadzieję, że mnie nie zabijecie ;)
Mam do was wszystkich prośbę. Przeczytacie to skomentujcie nawet jednym krótkim słowem. Co prawda wolałabym, abyście wyrażali swoją opinię w troszkę dłuższym komie, ale nawet taki mały mnie zadowoli. To na prawdę pomaga w dalszym pisaniu.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
sobota, 8 marca 2014
Dzień Kobiet
Z okazji Dnia Kobiet życzę wszystkim dziewczynom dużo zdrowia, szczęścia, samych sukcesów, wspaniałych przyjaciół, wiecznej miłości i młodości :D
niedziela, 2 marca 2014
ROZDZIAŁ 16
-Prezes? Ode mnie?- zdziwiona podeszłam do drzwi gabinetu prezesa i lekko zapukałam. Po usłyszeniu cichego "proszę" weszłam do środka...
-Dzień dobry.-powiedziałam lekko speszona.
-Dzień dobry. Pani Agata Kurek?
-Tak...
-Konrad Piechocki. Miło poznać.-powiedział pewnym głosem prezes Skry.
-Mi również miło pana poznać. Piotrek powiedział, że pan coś ode mnie chciał..
-Tak, tak. Przejdę od razu do setna. Z tego co mi wiadomo jest pani fizjoterapełtką...prawda?
Pokiwałam twierdząco głową. Do czego on kurde zmierza? Nie mam bladego pojęcia.
-I poszukuje pani pracy?
-Zgadza się, ale do czego pan zmierza?
-Mam dla pani propozycję nie do odrzucenia. Poszukujemy fizjoterapełty do tego klubu, a pani nadaje się doskonale. Chciałaby pani tutaj pracować?-zapytał głosem pełnym nadziei. Coś mi tu nie gra...mogę się założyć, że chłopaki maczali w tym palce.
-Ale, że ja? Pan nie żartuje?
-Oczywiście, że nie żartuję. Czy mogłaby pani się zastanowić do jutra?
-Ale ja nie mam tu się nad czym zastanawiać. Niech mi pan lepiej powie gdzie mam podpisać!-powiedziałam uradowana, a pan Piechocki zaczął się śmiać.
Strzeliłam parę autografów na papierach, a prezes wytłumaczył mi na czym będzie polegać moja praca. Okazało się, że będę jeździć z Bełchatowskim klubem na każde mecze! O tak! Jest moc! Wpadł mi świetny pomysł do głowy...
-Mam do pana prośbę. Niech pan nie mówi dzisiaj nic chłopakom. Chcę zobaczyć ich miny jutro na treningu. Dobrze?
-Jak sobie pani życzy...-chyba chciał coś jeszcze powiedzieć, ale mu przerwałam.
-No i mam jeszcze jedną prośbę. Niech pan mówi mi po imieniu. Wtedy czuję się młodziej. :)-zaśmialiśmy się obydwoje.
-Dobrze Agato. Więc do jutra.
-Do jutra.- uśmiechnięta wyszłam z jego "twierdzy".
Wolnym krokiem zmierzałam w stronę mojego auta. Kurek już w nim siedział i uważnie mi się przyglądał.
-No i co prezes od ciebie chciał?-zapytał podekscytowany. Widzę, że moje przypuszczenia są raczej prawdziwe..
-Nic takiego.-odpowiedziałam i włożyłam kluczyk do stacyjki.
-Ale jak to nic takiego? No opowiadaj co on od ciebie chciał. Proszę...-eh, łatwo nie będzie. Prawdy mu nie powiem, bo to ma być niespodzianka, a jak skłamię to...z resztą jak skłamię to nic się nie stanie.
-No ok. Jak chcesz wiedzieć to ci powiem. Piechocki kazał mi wam przekazać, że jak jeszcze raz tak zabalujecie, to sobie z wami na osobności porozmawia.-powiedziałam nie wzruszalnym głosem.
Jego oczy to teraz wyglądały jak pięciozłotówki normalnie! Mam nadzieję, że mu zaraz nie wylecą. Haha.
-Ale jak...przecież on...ale...-Bartek zaczął się jąkać. Nawet sobie nie wyobrażacie jak to śmiesznie brzmiało i wyglądało. Lubie mu płatać figle. Tak, tak wiem. Jestem wredna, no ale cóż. Taka się urodziłam. Wracając do tematu. Mogę się założyć, że Kurek ma coś wspólnego z tą moją pracą. Ba! Ja to wiem! Jutro muszę mu podziękować.
Resztę dnia spędziłam na leniuchowaniu i około 01:00 nad ranem poszłam spać, bo fajny film w TV leciał no i musiałam go obejrzeć.
Rano obudziłam się o 11:25. Bartek już dawno pojechał na trening. Mi się nie spieszyło. Z prezesem byłam umówiona na 12:25. Hymm. To dziwnie zabrzmiało, jakbym szła z nim na jakąś randkę czy coś... Mniejsza o to. Została mi godzina na naszykowanie się, a najgorsze jest to, że nie wiem w co się ubrać. Jest początek listopada i 16 stopni. Sukienki przecież nie założę, no bo na hale w sukience? Po paru minutach stania przed szafą zdecydowałam się na miętowe rurki, białą bokserkę, a na nią sweterek i do tego czarne trampki. Nie jest źle. Zrobiłam też sobie lekki makijaż, a włosy uplotłam w kłosa. Na śniadanie na szybko zjadłam płatki z mlekiem i biorąc telefon, torebkę i inne potrzebne rzeczy wyszłam z domu. (oczywiście drzwi też zamknęłam). Była 12:10. Nie chciało mi się jechać autem, a na hale mam 10 minut drogi więc poszłam z buta. Punktualnie zjawiłam się u pana Konrada i razem ruszyliśmy na halę. Chłopaki mięli rozgrzewkę. Ich miny jak nas zobaczyli były...dziwne. Niby zaskoczeni byli, ale jednak jacyś tacy...nie wiem jak to określić. Falasca promiennie się do mnie uśmiechnął ,a ja odwzajemniłam jego gest.
-Chłopaki chodźcie tu na chwilę! Muszę wam coś powiedzieć.- zaczął mówić prezes.
************************
Jezu...przepraszam was za to coś na górze. Nie jestem zadowolona z tego rozdziału.Strasznie krótki i beznadziejny po prostu jest. Taki nijaki. Nic się w nic ciekawego nie dzieje. Ehhh. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie. Następny rozdział powstanie jak tylko znajdę chwilę wolnego czasu.
Czyta to ktoś w ogóle? Jeśli macie jakieś pytania to zadajcie mi je na ask'u ( http://ask.fm/MisiaVolley). Jeśli chcecie żebym was informowała o nowych rozdziałach to podajcie mi w komentarzach waszego ask'a, numer na GG lub e-mali. Pozdrawiam :*
wtorek, 18 lutego 2014
ROZDZIAŁ 15
Uwaga! Rozdział dodany z telefonu, więc z góry przepraszam za wszystkie błędy. Mam nadzieję, że się nie gniewacie ;)
***********
-Czemu mi nie powiedziałaś?-zapytał Bartek
-Bo...nie chciałam zawracać ci głowy moimi problemami...-rzekłam przez łzy. Nie było mi łatwo o tym wszystkim mówić. Minęło już sporo czasu, ale nadal tamte wspomnienia ranią.
Bartosz wstał i usiadł koło mnie na podłodze.
-Aga...twoje problemy to moje problemy. Pamiętaj, zawsze jak masz jakieś kłopoty to możesz zwrócić się do mnie o pomoc. Nawet nie wiesz jak mi jest teraz głupio. Nie było mnie przy tobie jak mnie potrzebowałaś... Tak strasznie cie za to przepraszam. Byłem cholernym egoistą zadufanym w sobie i myślącym tylko o swojej karierze. Zapomniałem o twoim istnieniu. Przepraszam...
W jego oczach dostrzegłam łzy. Tak strasznie zrobiło mi się go szkoda. W końcu to mój starszy braciszek, który jest strasznie waż ny w moim życiu.
-Ja już ci dawno temu wybaczyłam... Strasznie cię kocham i nie chce cię znowu stracić. Jesteś najważniejszy, ale nie tylko mnie powinieneś przeprosić...- każdy przyglądał nam się uważnie. Ciekawe co oni sobie o mnie pomyśleli jak poznali prawdę. Mam nadzieję, że nadal będziemy się wszyscy przyjaźnić.
-O kogo ci chodzi?- zapytał Kurek lekko zdziwiony.
-Nie wiem czy pamiętasz, ale istnieje też taki chłopiec, który nazywa się Jakub Kurek. Pamiętasz go jeszcze? Jego też strasznie zraniłeś. On cię potrzebuje. Zadzwoniłeś do niego chociaż raz? Zapytałeś co u niego? Jak sobie radzi w szkole?
-Kuba... Tak dawno go nie widziałem... Co u niego? Masz z nim jakiś kontakt?
-Czy ty siebie słyszysz? Ja z nim rozmawiam praktycznie codziennie. Jestem dla niego przyjaciółką, z którą może pogadać o wszystkim. Ale Kuba raczej wolałby ciebie. Wiesz czemu? Chłopaki woleliby gadać o dziewczynach z braćmi niż z siostrami. Masz jego numer. Zadzwoń dzisiaj do niego. Na 100% się ucieszy.
Nastała chwila ciszy. Słychać było tylko nasze oddechy. Wszyscy bali się odezwać.
-Jaki ja jestem głupi. Dla kariery zaniedbałem rodzinę. To się musi zmienić. Może pojedziemy do rodziców w jakiś wolny dzień? Spróbuję przeprosić młodego...
-To jest doskonały pomysł, a teraz koniec użalania się nad sobą. Przebierać się wszyscy i zmykamy do domciu.- uśmiechnęłam się lekko, a Muzaj podszedł do mnie i przytulił. Strasznie się zdziwiłam.
-Przepraszam. Przepraszam za zaczynanie tego tematu. To nie była nasza sprawa...-powiedział mi na ucho, ale dość głośno.
-Maciek to nie twoja wina. Przyjaciele mówią sobie o wszystkim, a wy już znacie prawie całe moje życie.- zaśmiałam się i poczochrałam Muzajowi włosy. On zrobił to samo ze mną. O nie panie siatkarzu! Tak to my się nie będziemy bawić! Wskoczyłam mu na plecy i pięścią zaczęłam pocierać jego "łeb".
-Ty masz łupież! Fuuuuj!-zaczęłam się drzeć na cały głos.
-Ja mam łupież? Gdzie? To nie możliwe! Przecież myje codziennie głowę!- Maciej (heh jak to fajnie brzmi) zaczął piszczeć jak dziecko, któremu zabierają lizaka. Wszyscy wybuchnęliśmy nie opanowanym śmiechem.
-Przecież żartuje pacanie! Hahahaha!
Muzaj strzelił focha. Gorzej jak z dziećmi. Nie wiem czemu, ale przebrałam się w obecności tych wszystkich zboczonych mutantów w szatni. Żal mi mnie. No wyobraźcie sobie: stado facetów i jedna dziewczyna. Bosz.
Jak zwykle ja przebrałam się najszybciej i wyszłam z szatni żegnając się z chłopakami. Ku mojemu zdziwieniu za mną wyszedł nie kto inny jak Nowakowski. Złapał mnie za nadgarstek i spojrzał w oczy. Odwracałam wzrok w każdą możliwą stronę, aby tylko mu nie ulec. No ale w gruncie rzeczy to powinnam mu podziękować. Bronił mnie w szatni i opowiedział tą całą historie za mnie.
-Dziękuję za tamto w szatni.- powiedziałam, a on pocałował mnie w końcik ust. Zrobiło mi się od razu cieplej.
-Piotrek przestań... Znamy się tylko od paru dni. Może to tylko zauroczenie które po krótkim czasie minie? Nie chce po raz kolejny cierpieć.
-Nie pozwolę na to żebyś cierpiała. To po prostu dzieje się trochę za szybko nie sądzisz?
-Masz rację...
-Ja zawsze mam rację. A teraz idź do gabinetu prezesa bo coś od ciebie chciał. Pa.
-Prezes? Ode mnie?- zdziwiona podeszłam do drzwi gabinetu prezesa i lekko zapukałam. Po usłyszeniu cichego "proszę" weszłam do środka...
************
Hej wszystkim. Przepraszam was za to na górze, ale na telefonie beznadziejnie się pisze kolejne rozdziały. Nie gniewajcie się za błędy itp. Zrobimy tak: jeśli pod tym rozdziałem będzie 5 komentarzy z waszą opinią to dodam kolejny rozdział. Zdecydowanie lepiej się pisze, jak zna się opinię czytelników. Pozdrawiam :*
***********
-Czemu mi nie powiedziałaś?-zapytał Bartek
-Bo...nie chciałam zawracać ci głowy moimi problemami...-rzekłam przez łzy. Nie było mi łatwo o tym wszystkim mówić. Minęło już sporo czasu, ale nadal tamte wspomnienia ranią.
Bartosz wstał i usiadł koło mnie na podłodze.
-Aga...twoje problemy to moje problemy. Pamiętaj, zawsze jak masz jakieś kłopoty to możesz zwrócić się do mnie o pomoc. Nawet nie wiesz jak mi jest teraz głupio. Nie było mnie przy tobie jak mnie potrzebowałaś... Tak strasznie cie za to przepraszam. Byłem cholernym egoistą zadufanym w sobie i myślącym tylko o swojej karierze. Zapomniałem o twoim istnieniu. Przepraszam...
W jego oczach dostrzegłam łzy. Tak strasznie zrobiło mi się go szkoda. W końcu to mój starszy braciszek, który jest strasznie waż ny w moim życiu.
-Ja już ci dawno temu wybaczyłam... Strasznie cię kocham i nie chce cię znowu stracić. Jesteś najważniejszy, ale nie tylko mnie powinieneś przeprosić...- każdy przyglądał nam się uważnie. Ciekawe co oni sobie o mnie pomyśleli jak poznali prawdę. Mam nadzieję, że nadal będziemy się wszyscy przyjaźnić.
-O kogo ci chodzi?- zapytał Kurek lekko zdziwiony.
-Nie wiem czy pamiętasz, ale istnieje też taki chłopiec, który nazywa się Jakub Kurek. Pamiętasz go jeszcze? Jego też strasznie zraniłeś. On cię potrzebuje. Zadzwoniłeś do niego chociaż raz? Zapytałeś co u niego? Jak sobie radzi w szkole?
-Kuba... Tak dawno go nie widziałem... Co u niego? Masz z nim jakiś kontakt?
-Czy ty siebie słyszysz? Ja z nim rozmawiam praktycznie codziennie. Jestem dla niego przyjaciółką, z którą może pogadać o wszystkim. Ale Kuba raczej wolałby ciebie. Wiesz czemu? Chłopaki woleliby gadać o dziewczynach z braćmi niż z siostrami. Masz jego numer. Zadzwoń dzisiaj do niego. Na 100% się ucieszy.
Nastała chwila ciszy. Słychać było tylko nasze oddechy. Wszyscy bali się odezwać.
-Jaki ja jestem głupi. Dla kariery zaniedbałem rodzinę. To się musi zmienić. Może pojedziemy do rodziców w jakiś wolny dzień? Spróbuję przeprosić młodego...
-To jest doskonały pomysł, a teraz koniec użalania się nad sobą. Przebierać się wszyscy i zmykamy do domciu.- uśmiechnęłam się lekko, a Muzaj podszedł do mnie i przytulił. Strasznie się zdziwiłam.
-Przepraszam. Przepraszam za zaczynanie tego tematu. To nie była nasza sprawa...-powiedział mi na ucho, ale dość głośno.
-Maciek to nie twoja wina. Przyjaciele mówią sobie o wszystkim, a wy już znacie prawie całe moje życie.- zaśmiałam się i poczochrałam Muzajowi włosy. On zrobił to samo ze mną. O nie panie siatkarzu! Tak to my się nie będziemy bawić! Wskoczyłam mu na plecy i pięścią zaczęłam pocierać jego "łeb".
-Ty masz łupież! Fuuuuj!-zaczęłam się drzeć na cały głos.
-Ja mam łupież? Gdzie? To nie możliwe! Przecież myje codziennie głowę!- Maciej (heh jak to fajnie brzmi) zaczął piszczeć jak dziecko, któremu zabierają lizaka. Wszyscy wybuchnęliśmy nie opanowanym śmiechem.
-Przecież żartuje pacanie! Hahahaha!
Muzaj strzelił focha. Gorzej jak z dziećmi. Nie wiem czemu, ale przebrałam się w obecności tych wszystkich zboczonych mutantów w szatni. Żal mi mnie. No wyobraźcie sobie: stado facetów i jedna dziewczyna. Bosz.
Jak zwykle ja przebrałam się najszybciej i wyszłam z szatni żegnając się z chłopakami. Ku mojemu zdziwieniu za mną wyszedł nie kto inny jak Nowakowski. Złapał mnie za nadgarstek i spojrzał w oczy. Odwracałam wzrok w każdą możliwą stronę, aby tylko mu nie ulec. No ale w gruncie rzeczy to powinnam mu podziękować. Bronił mnie w szatni i opowiedział tą całą historie za mnie.
-Dziękuję za tamto w szatni.- powiedziałam, a on pocałował mnie w końcik ust. Zrobiło mi się od razu cieplej.
-Piotrek przestań... Znamy się tylko od paru dni. Może to tylko zauroczenie które po krótkim czasie minie? Nie chce po raz kolejny cierpieć.
-Nie pozwolę na to żebyś cierpiała. To po prostu dzieje się trochę za szybko nie sądzisz?
-Masz rację...
-Ja zawsze mam rację. A teraz idź do gabinetu prezesa bo coś od ciebie chciał. Pa.
-Prezes? Ode mnie?- zdziwiona podeszłam do drzwi gabinetu prezesa i lekko zapukałam. Po usłyszeniu cichego "proszę" weszłam do środka...
************
Hej wszystkim. Przepraszam was za to na górze, ale na telefonie beznadziejnie się pisze kolejne rozdziały. Nie gniewajcie się za błędy itp. Zrobimy tak: jeśli pod tym rozdziałem będzie 5 komentarzy z waszą opinią to dodam kolejny rozdział. Zdecydowanie lepiej się pisze, jak zna się opinię czytelników. Pozdrawiam :*
piątek, 14 lutego 2014
WALENTYNKI
Wszystkiego najlepszego z okazji walentynek miśki moje kochane <3 Moje jak na razie są udane, a wasze?
niedziela, 9 lutego 2014
ROZDZIAŁ 14
Ja poszłam na zagrywkę i...AS SERWISOWY! Ich miny po prostu BEZCENNE. Znowu ja poszłam na zagrywkę i tym razem uderzyłam w siatkę. Chłopaki spojrzeli na uśmiechnięci. Ja wam jeszcze pokarzę! Zaserwował Pliński. Mocna piłka w Bartka. Rozegrał Uriarte, a ja zaatakowałam prosto w Kłosa. Nie odebrał. Patrzyli na mnie zdziwieni. Zastanawiam sie czemu oni nie wiedzą, że byłam siatkarką. Przecież wystarczy w google wpisać moje imię i nazwisko. Na serwy poszedł Winiar. Wronka ustrzelony!
-Hahaha. Moja krew!-zaczęłam się śmiać.
-To wy z Michałem ten teges?-zapytał Włodi.
-No chyba cię coś powaliło! Graj lepiej, a nie będziesz jakieś bzdury wymyślał.-krzyknęłam.
Za drugim razem Winiarski zaserwował w aut. Szkoda. W przeciwnej drużynie na serwach Nowakowski. Ku mojemu zdziwieniu uderzył piłkę z wyskoku. Mocna torpeda leciała w sam róg boiska, ale nie zemną takie numery panie Piotrze. Rzuciłam się na piłkę i odbiłam ją jedną ręką, a potem jeszcze zaatakowałam. Punkt zdobyty.
-No bez jaj! Ja z nią nie gram!-darł się Daniel.
Moja drużyna wygrywała już 2:1 w setach. Jak na razie było 23:20 dla nas i moje serwy. Postanowiłam uderzyć z całej siły. Udało się. 24:20 dla nas. Piłka setowa. Podrzuciła wysoko i zapewne każdy myślał, że uderzę mocno, ale ja byłam sprytniejsza i uderzyłam lekko. Nikt tego nie odebrał. Stali w osłupieniu, a trener zaczął bić mi brawo. Zeszliśmy z boiska, aby się napić.
-Skąd ty umiesz tak grać?!-darł się Conte
-Ja z nią więcej nie gram! Nie mój poziom!-rzekł Wrona
-No bo Agata była...-zaczął Nowakowski, ale mu przerwałam. Po co mają to wiedzieć? Niech się sami zastanawiają kim kiedyś byłam, a nie.
-Zamknij się Piotrek. Bartek też im nic nie mów.-powiedziałam lekko zdenerwowana. Sama nie wiem czemu. Pewnie od razu zaczęli by mnie wypytywać czemu już nie gram itp. Jak na razie nie chcę o tym gadać.
-To oni mogą wiedzieć, a my nie?-zapytał się Muzaj
-Bartek to mój brat, więc dziwne żeby nie wiedział.
-No, a Nowakowski? Czemu on wie? Nie ufasz nam...-dokończył Włodarczyk.
Do moich oczy nagle napłynęły łzy. Bartek to zauważył, bo chciał mnie przytulić, ale go odepchnęłam.
-Chcecie wiedzieć? Byłam siatkarką, ale przez pewną osobę musiałam zrezygnować z mojej pasji!-wykrzyczałam i z płaczem wybiegłam z sali.
Perspektywa Piotrka:
Agata wybiegła z płaczem. Chłopaki stali jak jakieś kołki nie wiedząc o co chodzi. Tylko ja znałem całą historię. Nie wiem czy Bartkowi powiedziała.
-Zadowoleni jesteście z siebie jełopy?!-Kurek zaczął ich opieprzać, a ja pobiegłem z nią.
Mogła być w dwóch miejscach. Albo w szatni, albo w damskiej łazience. Najpierw pobiegłem d łazienki. Nie było jej tam, więc pobiegłem do szatni. Siedziała na podłodze z podkulonymi nogami. Musiało jej być ciężko. Łzy spływały ciurkiem po jej policzkach. Serce mi się krajało na taki widok. -Aguś...nie płacz.-szepnąłem i mocno ją przytuliłem.
-Wszystkie wspomnienia wróciły. Wszystkie! Te związane z Krystianem i Mikołajem. Nie mówiłam ci o nim, ale to właśnie przez niego musiałam zrezygnować z siatkówki. I jeszcze do tego wszystkiego te wspomnienia z Bartkiem...-zaczęła jeszcze bardziej płakać.
-A co ja mam z tym niby wspólnego?- zapytał Kurek wchodząc z resztą chłopaków do szatni. Nie wytrzymałem. Wygarnąłem mu wszystko od a do z .
-Jak to kurwa co?!-krzyknąłem podnosząc się z podłogi i spojrzałem mu w oczy.
-No właśnie się pytam co! Nic o niej nie wiesz! Nic!
-Ja nic o niej nie wiem?! To właśnie ty nic nie wiesz! Taki z ciebie zajebisty braciszek, że w ogóle się nią nie interesowałeś! Miałeś ją gdzieś! Jak jesteś taki mądry to powiedz mi czemu zrezygnowała z siatkówki?-Bartek to mój przyjaciel, ale moja cierpliwość dobiegła końca.
-Bo złamała sobie nogę i bała się wrócić do gry..-odpowiedział, a inni patrzyli na nas poddenerwowani.
-Gówno prawda! Wiesz kto to był Mikołaj?-nic nie odpowiedział
-Tak też myślałem. Mikołaj był jej chłopakiem od trzeciej klasy liceum. Byli razem szczęśliwi. Przeprowadził się z nią do Krakowa, ale miał dość jej ciągłych wyjazdów. Kazał jej wybierać. Albo siatkówka, albo on. Wybrała jego. Później się jednak okazało, że ją zdradził i że jej nie kocha. Agata była w tedy w rozsypce, a ty się do niej wypiąłeś. Miałeś jej za złe to, że przestała grać. Nie miała z kim pogadać, komu się zwierzyć. Przyjaciółki zostawiła w Wałbrzychu, a dziewczyny z drużyny za nią nie przepadały. Wiedziałeś o tym?!
-Nie...
-Tak myślałem! Później poszła na studia i zakochała się w Krystianie. Byli ze sobą do puki nie przyłapała go na zdradzie. Wpadła w depresję. Jej przyjaciółka, którą poznała na studiach była akurat na wymianie studenckiej. Została z tym wszystkim sama! Ty byłeś zajęty "karierą" i nawet nie miałeś czasu do niej zadzwonić! Zaczęła imprezować. Dawała upust emocją poprzez picie alkoholu. Ledwo co zdała na studiach. Ty zniknąłeś z jej życia. Widywaliście się tylko w święta. Bardzo to przeżywała. Potrafiła płakać oglądając wasze wspólne zdjęcia. Wiedziałeś o tym? Pytam czy kuźwa wiedziałeś?!
Cisza...
-Więc nie wmawiaj mi,że wiesz o niej wszystko, bo tak na prawdę nie wiesz nic! Nie wiesz jak bardzo było jej ciężko! Była zdana tylko na siebie! Jak się z tym czujesz "najukochańszy" braciszku? Aaa! Zapomniałem dodać jeszcze jednej bardzo ważnej rzeczy. Wiedziałeś, że chciała popełnić samobójstwo?! Wiedziałeś? Gdyby nie Sylwia, to teraz Aga mogła by nie żyć!-na te słowa Agata wybuchnęła płaczem. Kurek usiadł na ławce i schował twarz w dłoniach. Reszta chłopaków nie wiedziała co mają zrobić.
-Czemu mi o tym nie powiedziałaś?-zapytał ją Kurek.
-Bo...
*************************************
Cześć Wam! Jak tam sobie żyjecie? Spodziewaliście się takiego obrotu wydarzeń, czy was zaskoczyłam? Mam nadzieję, że ten rozdział wam się spodoba. Jakoś tak dzisiaj nie mam weny. Nie wiem kiedy dodam nowy rozdział, bo znowu zaczyna mi się chodzenie do szkoły, ale postaram się napisać coś jak najszybciej się tylko da. Chciałabym was również prosić o wyrażanie waszej opinii w komentarzach. Bardzo mi to pomaga. Sama już nie wiem czy pisać nadal tego bloga, skoro prawie nikt go nie czyta...
-Hahaha. Moja krew!-zaczęłam się śmiać.
-To wy z Michałem ten teges?-zapytał Włodi.
-No chyba cię coś powaliło! Graj lepiej, a nie będziesz jakieś bzdury wymyślał.-krzyknęłam.
Za drugim razem Winiarski zaserwował w aut. Szkoda. W przeciwnej drużynie na serwach Nowakowski. Ku mojemu zdziwieniu uderzył piłkę z wyskoku. Mocna torpeda leciała w sam róg boiska, ale nie zemną takie numery panie Piotrze. Rzuciłam się na piłkę i odbiłam ją jedną ręką, a potem jeszcze zaatakowałam. Punkt zdobyty.
-No bez jaj! Ja z nią nie gram!-darł się Daniel.
Moja drużyna wygrywała już 2:1 w setach. Jak na razie było 23:20 dla nas i moje serwy. Postanowiłam uderzyć z całej siły. Udało się. 24:20 dla nas. Piłka setowa. Podrzuciła wysoko i zapewne każdy myślał, że uderzę mocno, ale ja byłam sprytniejsza i uderzyłam lekko. Nikt tego nie odebrał. Stali w osłupieniu, a trener zaczął bić mi brawo. Zeszliśmy z boiska, aby się napić.
-Skąd ty umiesz tak grać?!-darł się Conte
-Ja z nią więcej nie gram! Nie mój poziom!-rzekł Wrona
-No bo Agata była...-zaczął Nowakowski, ale mu przerwałam. Po co mają to wiedzieć? Niech się sami zastanawiają kim kiedyś byłam, a nie.
-Zamknij się Piotrek. Bartek też im nic nie mów.-powiedziałam lekko zdenerwowana. Sama nie wiem czemu. Pewnie od razu zaczęli by mnie wypytywać czemu już nie gram itp. Jak na razie nie chcę o tym gadać.
-To oni mogą wiedzieć, a my nie?-zapytał się Muzaj
-Bartek to mój brat, więc dziwne żeby nie wiedział.
-No, a Nowakowski? Czemu on wie? Nie ufasz nam...-dokończył Włodarczyk.
Do moich oczy nagle napłynęły łzy. Bartek to zauważył, bo chciał mnie przytulić, ale go odepchnęłam.
-Chcecie wiedzieć? Byłam siatkarką, ale przez pewną osobę musiałam zrezygnować z mojej pasji!-wykrzyczałam i z płaczem wybiegłam z sali.
Perspektywa Piotrka:
Agata wybiegła z płaczem. Chłopaki stali jak jakieś kołki nie wiedząc o co chodzi. Tylko ja znałem całą historię. Nie wiem czy Bartkowi powiedziała.
-Zadowoleni jesteście z siebie jełopy?!-Kurek zaczął ich opieprzać, a ja pobiegłem z nią.
Mogła być w dwóch miejscach. Albo w szatni, albo w damskiej łazience. Najpierw pobiegłem d łazienki. Nie było jej tam, więc pobiegłem do szatni. Siedziała na podłodze z podkulonymi nogami. Musiało jej być ciężko. Łzy spływały ciurkiem po jej policzkach. Serce mi się krajało na taki widok. -Aguś...nie płacz.-szepnąłem i mocno ją przytuliłem.
-Wszystkie wspomnienia wróciły. Wszystkie! Te związane z Krystianem i Mikołajem. Nie mówiłam ci o nim, ale to właśnie przez niego musiałam zrezygnować z siatkówki. I jeszcze do tego wszystkiego te wspomnienia z Bartkiem...-zaczęła jeszcze bardziej płakać.
-A co ja mam z tym niby wspólnego?- zapytał Kurek wchodząc z resztą chłopaków do szatni. Nie wytrzymałem. Wygarnąłem mu wszystko od a do z .
-Jak to kurwa co?!-krzyknąłem podnosząc się z podłogi i spojrzałem mu w oczy.
-No właśnie się pytam co! Nic o niej nie wiesz! Nic!
-Ja nic o niej nie wiem?! To właśnie ty nic nie wiesz! Taki z ciebie zajebisty braciszek, że w ogóle się nią nie interesowałeś! Miałeś ją gdzieś! Jak jesteś taki mądry to powiedz mi czemu zrezygnowała z siatkówki?-Bartek to mój przyjaciel, ale moja cierpliwość dobiegła końca.
-Bo złamała sobie nogę i bała się wrócić do gry..-odpowiedział, a inni patrzyli na nas poddenerwowani.
-Gówno prawda! Wiesz kto to był Mikołaj?-nic nie odpowiedział
-Tak też myślałem. Mikołaj był jej chłopakiem od trzeciej klasy liceum. Byli razem szczęśliwi. Przeprowadził się z nią do Krakowa, ale miał dość jej ciągłych wyjazdów. Kazał jej wybierać. Albo siatkówka, albo on. Wybrała jego. Później się jednak okazało, że ją zdradził i że jej nie kocha. Agata była w tedy w rozsypce, a ty się do niej wypiąłeś. Miałeś jej za złe to, że przestała grać. Nie miała z kim pogadać, komu się zwierzyć. Przyjaciółki zostawiła w Wałbrzychu, a dziewczyny z drużyny za nią nie przepadały. Wiedziałeś o tym?!
-Nie...
-Tak myślałem! Później poszła na studia i zakochała się w Krystianie. Byli ze sobą do puki nie przyłapała go na zdradzie. Wpadła w depresję. Jej przyjaciółka, którą poznała na studiach była akurat na wymianie studenckiej. Została z tym wszystkim sama! Ty byłeś zajęty "karierą" i nawet nie miałeś czasu do niej zadzwonić! Zaczęła imprezować. Dawała upust emocją poprzez picie alkoholu. Ledwo co zdała na studiach. Ty zniknąłeś z jej życia. Widywaliście się tylko w święta. Bardzo to przeżywała. Potrafiła płakać oglądając wasze wspólne zdjęcia. Wiedziałeś o tym? Pytam czy kuźwa wiedziałeś?!
Cisza...
-Więc nie wmawiaj mi,że wiesz o niej wszystko, bo tak na prawdę nie wiesz nic! Nie wiesz jak bardzo było jej ciężko! Była zdana tylko na siebie! Jak się z tym czujesz "najukochańszy" braciszku? Aaa! Zapomniałem dodać jeszcze jednej bardzo ważnej rzeczy. Wiedziałeś, że chciała popełnić samobójstwo?! Wiedziałeś? Gdyby nie Sylwia, to teraz Aga mogła by nie żyć!-na te słowa Agata wybuchnęła płaczem. Kurek usiadł na ławce i schował twarz w dłoniach. Reszta chłopaków nie wiedziała co mają zrobić.
-Czemu mi o tym nie powiedziałaś?-zapytał ją Kurek.
-Bo...
*************************************
Cześć Wam! Jak tam sobie żyjecie? Spodziewaliście się takiego obrotu wydarzeń, czy was zaskoczyłam? Mam nadzieję, że ten rozdział wam się spodoba. Jakoś tak dzisiaj nie mam weny. Nie wiem kiedy dodam nowy rozdział, bo znowu zaczyna mi się chodzenie do szkoły, ale postaram się napisać coś jak najszybciej się tylko da. Chciałabym was również prosić o wyrażanie waszej opinii w komentarzach. Bardzo mi to pomaga. Sama już nie wiem czy pisać nadal tego bloga, skoro prawie nikt go nie czyta...
Subskrybuj:
Posty (Atom)




